Początki mojej pracy...autyzm
Dzisiaj szperając co nieco w internecie natknęłam się na fajną, na której można znaleźć garść informacji na temat autyzmu.
Nie przeglądnęłam dogłębnie całej stronki, ale już pobieżne spojrzenie pozwala wysnuć wniosek, że warto tutaj zaglądnąć. Na pewno to zrobię, gdyż w swojej pracy coraz częściej spotykam się z bardzo małymi dziećmi, u których podejrzewa się występowanie autyzmu.
Pierwsze zawodowe spotkanie z małym dzieckiem z autyzmem przeżyłam, gdy zaczynałam swoją logopedyczną przygodę, a był to już kilka lat temu. I mimo, że ukończyłam również pedagogikę specjalną, to patrząc na ten czas z dzisiejszej perspektywy, moja wiedza na temat autyzmu była prawie zerowa. Pamiętam jak dziś rodziców, którzy pojawili się u mnie w gabinecie, zaniepokojeni faktem, że ich dwuletni synek nie mówi. Niestety, badania logopedycznego prawie nie udało się przeprowadzić, gdyż dziecko zaczęło biegać po gabinecie, rzucać się na podłogę-histerycznie przy tym płacząc. Pomyślałam wtedy, że z tym dzieckiem jest coś nie tak...gdyż nawet dzieci z poważnymi opóźnieniami w rozwoju mowy, zwykle nawiązują ze mną jakiś kontakt...próbują komunikować się wykorzystując w tym celu dostępne dla nich sposoby - gest, onomatopeje itp.
Pamiętam, jak z lekkim przerażeniem pomyślała, że może ten malec ma autyzm. Skierowałam rodziców do psychologa, który swym fachowym okiem oceniłby rozwój Krzysia. Hmm... ,,specjalista" uznał, że dziecko przechodzi właśnie bunt dwulatka i w zasadzie w zachowaniu dziecka nie widzi nic niepokojącego. Chłopca dopiero zdiagnozowano w specjalistycznym ośrodku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz